niedziela, 15 lipca 2012

Skrzypce

,,Skrzypce są jak przyjaciel... Czują kiedy grając na nich opowiadamy najpiękniejsze dramaty.....''


Przytłoczona problemami dnia codziennego piłuję na skrzypcach.
To cudowne uczucie tak beztrosko grać swoje ulubione utwory. Mam wakacje, więc nie muszę martwić się, że nie wyćwiczę zadanej mi partii materiału. Teraz mogę na luzie cieszyć się z mojej gry.
W ciągu roku szkolnego często bywałam zniechęcona do skrzypiec; brakowało mi czasu, wracałam zmęczona po pracy, myśląc tylko o łóżku,  do tego doszła nauka na studiach. Im większe robiłam przerwy w ćwiczeniach (co według mojej nauczycielki jest zabójstwem), tym bardziej mi się nie chciało  i gorzej grałam.
Ale walczyłam ze sobą i nie poddałam się.


 ,, Skrzypce - to nieustająca walka z samym sobą i ze swoimi nawykami w dążeniu do doskonałości...''


Nie, nigdy nie zrezygnuję z tego niezwykle pięknego instrumentu.
Gdy gram dla siebie, zapominam o problemach, po prostu delektuję się muzyką....

wtorek, 26 czerwca 2012

I po sesji


W końcu po sesji. 
Ostatnie miesiące były wręcz wyjęte z mojego życiorysu. Nauka, nauka i jeszcze raz nauka. No i praca oczywiście - ,,żyć nie umierać’’.
Ale pytanie: czy to wszystko ma sens???
Z nauki mało wynoszę, ponieważ jak wiadomo nasze polskie uczelnie przepełnione są masą zbędnego materiału, który my biedni studenci musimy wkuć. Łudziłam się, że nauczę się czegoś na psychologii. Co roku powtarza się historia, te same teorie sprzed 100 lat i mnóstwo nic nie wnoszących regułek do wkucia.  
W dodatku jak większość studentów na moim roku straciliśmy nadzieję na pracę w swoim zawodzie po studiach. I chociaż jestem zadowolona ze swojej aktualnej pracy, to jednak coraz bardziej uświadamiam sobie, że nie chcę takiego życia.
Utrzymuję się sama i co z tego, że lubię swoją pracę, skoro nie starcza mi do końca miesiąca, skoro nie mogę się rozwijać, zapisać na ulubione zajęcia, kupować sobie wartościowych książek, o ubraniach nawet nie wspomnę.
To wszystko mnie już przytłacza i nie wiem co dalej.
Czy mam wyjechać z kraju i szukać ,,szczęścia’’ poza jego granicami?

sobota, 2 czerwca 2012

Sesja egzaminacyjna

,,Egzaminy napełniają lękiem każdego, nawet dobrze przygotowanego, ponieważ najgłupszy może zapytać o więcej, niż najmądrzejszy jest w stanie odpowiedzieć''.


Sesja i brak czasu na NIC!
Do egzaminów zaczęłam przygotowywać się już miesiąc temu. Wśród nich był Angielski-Cambridge (który już mam za sobą :) uff!) , ale najgorsze jeszcze przede mną. Jednak jak wszystko dobrze pójdzie, to za tydzień-dwa będę już mogła beztrosko wrócić do mojej aktywności  i do bloga.

wtorek, 1 maja 2012

EFT - Technika osobistego spokoju


         Jak już pisałam wcześniej, od czasu do czasu stosuję EFT jako metodę pozbycia się emocjonalnych problemów dnia codziennego.
Często dzieje się tak, że nękają nas fizyczne czy psychiczne dolegliwości bez przyczyny, których nie potrafimy z niczym powiązać.
Może pomóc nam w tym EFT, a dokładnie Technika osobistego spokoju.
Polega ona na wypisaniu sobie 50 przykrych wydarzeń, które pamiętamy (według tej techniki, każdy znajdzie taką ilość, lub więcej),  negatywnych emocji do czegoś lub kogoś i skrupulatnie je opukiwać.
       Osobiście udało mi się wypisać jak na razie 21.
 Opukiwanie zaczęłam od przykrych doświadczeń z dzieciństwa, zastanawiając się nad sensem powrotu do tamtych wydarzeń.
Każdą sesję zapisywałam (i zapisuję) w specjalnym, założonym przez siebie dzienniku EFT. Nie obyło się bez łez. Wypłakałam się jak nigdy!!! przez chwilę żałując powrotu do przeszłości. Opukiwanie tego tematu zajęło mi kilkanaście dni. Uczucie wolności i radości jakie pojawiło się pod koniec - bezcenne. 
Ale co jest w tym wszystkim najbardziej zaskakującego. O tuż od kilku lat nękają mnie bóle skóry. Dziwny objaw, ale i bardzo denerwujący. I właśnie podczas sesji, dopadł mnie owy ból jak grom z jasnego nieba.  Może więc trafiłam na problem źródłowy?
No cóż, mam jeszcze 19 aspektów do opukania, aż boję się pomyśleć (lub nie mogę się doczekać) co będzie dalej….. J

niedziela, 1 kwietnia 2012

W pogoni za upływającym czasem

,,Bycie geniuszem zabiera dużo czasu. Trzeba po prostu nic nie robić i nic nie robić.''  Gertrudta Stein.
    Zdenerwowanie, zwątpienie, negatywne myśli,  oto emocje, które mi ostatnio niemal nieustannie towarzyszą. Powodem jest upływający z prędkością światła czas i to, że nie mogę się z niczym wyrobić. Mimo modyfikacji mojego planu, wciąż brakuje mi czasu. Nawet nie znajduje chwili, żeby sprawdzić w kalendarzy Google co mam do zrobienia, nie mówiąc już o moim blogu.
Mam wrażenie, że czas ucieka mi przez palce...
Przeczytałam gdzieś, że ,, największym złodziejem czasu jest własne lenistwo’’.  Nie zgodzę się z tym. Ja nie mam nawet czasu, żeby beztrosko poleniuchować.
Czekają mnie tony spraw do ogarnięcia (m.in. uczelnia i nawał ksiąg do wchłonięcia) oraz mnóstwo pracy zawodowej. A gdzie angielski, skrzypce, EFT i medytacja? 
Z drugiego języka (francuskiego) muszę niestety na razie zrezygnować – trochę jest mi wstyd się przyznać, ale inaczej nie dam rady.
 Angielski też mi idzie opornie, ale wiem że jest to etap kryzysu, którego cechuje spadek motywacji, zmęczenie, brak wiary w przedsięwzięcie i wiem, że należy za wszelką cenę przetrwać ten okres.
No dobrze, ale co jeśli nie wyrabiam się z nauką, bo lista pozycji do przeczytania i nauczenia wciąż rośnie, a chciałabym zaliczyć wszystko na czas z dobrymi stopniami?
Najlepszym rozwiązaniem w tym momencie byłoby zwolnienie się z pracy, co jest akurat niemożliwe.
Nie wiem już sama... L

piątek, 2 marca 2012

Planowanie c.d.

,,Bardziej niż cokolwiek innego – przygotowywanie się jest sekretem do sukcesu.''
Henry Ford



W jednym z moich postów pisałam, o dokładnym planowaniu każdego mojego dnia.
Niestety nie zawsze udawało mi się wykonać zaplanowane czynności o danej godzinie. Najczęściej albo mi coś wypadało niezaplanowanego, 
albo nie mieściłam się w czasie.
Zamieniłam więc godziny na listę zadań do wykonania i trochę skróciłam ich czas:
- medytacja (z dwóch sesji dziennie zrobiłam jedną)
- skrzypce (dwie godziny dziennie zamieniłam na  
                   jedną – po prostu nie wyrabiałam się)
- angielski (etutor: powtórki, nowe lekcje, podcasty, ,,Blondynka na językach’’)
- francuski (,,Blondynka na językach’’)
- EFT ( 3x dziennie)
- czytanie książek na uczelnię, przygotowywanie do pracy magisterskiej
-  przygotowania do pracy
Oczywiście prawie nigdy nie udało mi się zrealizować wszystkiego, co wywoływało we mnie frustrację na koniec dnia i obiecywanie sobie, że następnego dnia będzie lepiej.
Jednak ostatnio po każdej medytacji zaczęłam robić sobie sesję autocoachingu, o którym przeczytałam na blogu Michała Pasterskiego. Polega ona na zadawaniu sobie 10 pytań. 
Jednym z nich jest pytanie: ,,Co jest źródłem Twoich negatywnych emocji?’’.
 I właśnie dzięki niemu uświadomiłam sobie, że głównym źródłem moich negatywnych emocji jest....brak czasu! Planując każdy dzień, zupełnie zapomniałam o swoim prywatnym życiu…
Nie, tak być nie może!
Czas realnie spojrzeć na rzeczywistość i oprócz czynności które, wzbogacają nasze życie i procentują w przyszłości, znaleźć czas na takie, które pozwalają zapomnieć o wszystkim i cieszyć się wolnymi chwilami.
Postanowiłam więc zmodyfikować mój Google kalendarz i rozłożyć poszczególne zadania w czasie - na razie na cały tydzień; uwzględniając to, że grać, medytować i powtarzać angielski muszę codziennie.
Może teraz uda mi się wszystko zrealizować, jeśli nie, będę próbować dalej.
Bo przecież nikt  nie powiedział, że planowanie jest łatwym zadaniem….

wtorek, 21 lutego 2012

Moje języki

       ,, Jaki wpływ ma na społeczeństwo fakt nieuczenia się żadnego obcego języka? Przypuszczalnie podobny do tego, jak całkowite odizolowanie od społeczeństwa pojedynczego człowieka''.
(G.G. Lichtenberg).
 
            Nigdy nie przepadałam za nauką języków obcych. Od kiedy pamiętam zawsze miałam nauczycieli, którzy wręcz zniechęcali nas do nauki. Wkuwanie słówek na pamięć (oczywiście w wersji pisemnej)
 i nieustanna gramatyka, spowodowały że po skończeniu liceum tak naprawdę niczego nie umiałam.
           I tak odłożyłam naukę języków na dobrych kilka lat. (Studiów nie liczę, bo to czego się uczymy jest godne pożałowania).
          Wszystko zmienił mój wyjazd za granicę. Wtedy to zrozumiałam, jak bardzo ważna jest znajomość  języka obcego, w tym przypadku języka angielskiego. Było mi wstyd, bo nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa, nieustannie próbując przypomnieć sobie  angielskie czasy... Czułam się strasznie; jak mawiał 
Antoni Czechow ,,Bez znajomości języków obcych człowiek, czuje się jak bez paszportu''.
Jednego byłam jednak pewna: po powrocie do kraju, zabieram się ostro za naukę!
           Tak się złożyło, że usłyszałam o książce z płytą,, Blondynka na językach’’, które okazały się strzałem w dziesiątkę! Dzięki nim zmieniłam swoje nastawienie do nauki języków i odblokowałam moje ,,mówienie’’ ,nie zastanawiając się już jakiego czasu użyć w danej chwili.
           Kolejnym krokiem był etutor, czyli angielski online, o którym dowiedziałam się z bloga Helineth.
I tak nauka angielskiego wciągnęła mnie do reszty... J

- ,,Hej, pani poliglotka. Ciekawy jestem, jakie języki Ty znasz?
- Angielski.
- Mówiłem o naprawdę obcych''. (Grzegorz Kopaczewski z książki Global Nation).

:D Ponieważ podobno znajomość jednego języka obcego w dzisiejszych czasach to za mało, postanowiłam nauczyć się francuskiego. Francuski nie wciągnął mnie już tak bardzo, pewnie dlatego że wszędzie słyszy się angielski, że angielski to podstawa, ale mam nadzieję, że uda mi się choć trochę zapoznać się z tym językiem. Francuskiego uczę się na razie tylko w mowie – także z ,,Blondynki…’’.
Jestem jednak bardzo zmotywowana, chcę więcej i więcej!