,,Codzienne zapisywanie 3 dobrych rzeczy, które zdarzyły się w ciągu dnia poprawia humor przez cały czas trwania doświadczenia, a jego efekty dają się odczuć jeszcze 6 miesięcy później. Dobrze więc uczynić z tego nawyk''( Seligman M. za Blum R.).
,,Dziennik przyjemności"" założyłam już dawno temu. Jest to miejsce, w którym zapisuję wszystkie przyjemności z każdego dnia (no prawie każdego, bo nie jestem systematyczna, ale staram się). I nie musi to być jakieś wielkie przeżycie; wystarczy dobra kawa, miły telefon czy uśmiech jakiejś osoby. Ludzie najczęściej lepiej pamiętają negatywne zdarzenia i prowadzenie takiego dziennika, może im pomóc w uświadomieniu sobie, że w życiu zdarza się wiele pięknych chwil.
Osobiście ,,Dziennik przyjemności"" pomaga mi, gdy dopada mnie tzw. dołek psychiczny. Wtedy od razu pojawia się uśmiech na twarzy i chce się mi się żyć! :-)
niedziela, 31 marca 2013
wtorek, 19 lutego 2013
JAK SPRAWIĆ, ŻEBY SIĘ CHCIAŁO? - EFT
,,W konfrontacji strumienia ze skałą, strumień zawsze wygrywa - nie przez swoją siłę, ale przez wytrwałość''. Budda
Każdego z nas, w naszym dążeniu do samorozwoju dopadają sytuacje, podczas których nic nam się nie chce. Zaczynamy wątpić w rozpoczęte działania, doświadczamy spadku energii, negatywnych myśli i braku wiary w powodzenie własnych przedsięwzięć.
I mnie także dopadł podobny kryzys. Ale na szczęście istnieje technika, dzięki której można poradzić sobie z tymi emocjami. Jest to opisywana już kiedyś przeze mnie technika EFT, która mi osobiście bardzo pomogła.
Wykorzystałam ustawienia typu:
,,Mimo, że nie mam ochoty uczyć się angielskiego, to szczerze i głęboko kocham i akceptuję siebie''
,,Mimo, że dopadł mnie kryzys...
..Mimo, że straciłam motywację...
i tak dalej...
Efekt?
Zaraz po obudzeniu włączam telefon z podcastami, albo nagranymi przez siebie zdaniami do powtórzenia i robię to z wielkim entuzjazmem :-) Naprawdę polecam!
Każdego z nas, w naszym dążeniu do samorozwoju dopadają sytuacje, podczas których nic nam się nie chce. Zaczynamy wątpić w rozpoczęte działania, doświadczamy spadku energii, negatywnych myśli i braku wiary w powodzenie własnych przedsięwzięć.
I mnie także dopadł podobny kryzys. Ale na szczęście istnieje technika, dzięki której można poradzić sobie z tymi emocjami. Jest to opisywana już kiedyś przeze mnie technika EFT, która mi osobiście bardzo pomogła.
Wykorzystałam ustawienia typu:
,,Mimo, że nie mam ochoty uczyć się angielskiego, to szczerze i głęboko kocham i akceptuję siebie''
,,Mimo, że dopadł mnie kryzys...
..Mimo, że straciłam motywację...
i tak dalej...
Efekt?
Zaraz po obudzeniu włączam telefon z podcastami, albo nagranymi przez siebie zdaniami do powtórzenia i robię to z wielkim entuzjazmem :-) Naprawdę polecam!
sobota, 2 lutego 2013
NOWA MEDYTACJA
,,Nie medytuj: bądź w medytacji'' Budda
Jak pisałam w poprzednim poście, okres w którym się ostatnio znajduję jest bardzo stresujący. Łatwo się przez to denerwuję, błahe rzeczy wyprowadzają
mnie z równowagi. Ostatnio złapałam się na tym,
że coraz częściej krzyczę na dzieci w szkole.
Moja medytacja
też nie przynosiła jakichś spektakularnych rezultatów, nie uspokajała mnie. Pewnego
dnia natknęłam się na książkę ,,Medytacje ułatwiają życie’’, w której napisano,
że ,,medytacja jest wspaniałym prezentem, jaki możemy sami sobie sprawić’’. Wtedy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę traktuję medytację jako kolejny obowiązek. Codziennie zapisuję ją w mojej liście do zrobienia (ZTD) i po
wykonaniu, wykreślam z niej. A co jeśli się nie wyrobię i akurat tego dnia nie
starczy mi na nią czasu? Nie, nie może tak być. Medytacja nie ma być
kolejnym powodem do stresu...
Medytacja to
kontakt z moim ,,ja’’, bez jakiegokolwiek przymusu, bez poczucia, że stosuję
technikę, która pochodzi z zewnątrz. Lorin Roche, autor tej książki napisał, że
medytacja powinna być czynnością, na którą niecierpliwie czekam, która jest
łatwa i która sprawia mi przyjemność.
Postanowiłam
więc, gdy tylko mi się przypomni, zacząć świadomie oddychać w ciągu dnia.
Przez 2 tygodnie, systematycznie po obudzeniu wykonywałam ćwiczenia oddechowe.
Gdy tylko coś mnie wytrąciło z równowagi, swoją uwagę kierowałam na głęboki,
powolny oddech. Pijąc kawę, delektowałam
się jej aromatem i smakiem, poranna kawa stała się więc kolejną formą medytacji. Ćwiczyłam, powtarzałam, aż w końcu głęboki oddech stał się moim nawykiem, stał się przyjemnością. A medytacja
przestała w końcu być obowiązkiem :-)
Podsumowując, przez lata próbowałam wielu technik. Wszystko
jednak było takie wyreżyserowane, wyuczone z książek. Dlatego po jakimś czasie
ulegałam pokusie zrobienia sobie przerwy, co sprawiało że wracałam do punktu
wyjścia. Dlaczego tak się działo?Może chciałam być za bardzo perfekcyjna w tym co robię, może oczekiwałam zbyt szybkich rezultatów? A może po prostu do medytacji trzeba dojrzeć?
niedziela, 9 grudnia 2012
Nie poddaję się i biegnę do przodu!

,,Nigdy się nie poddawaj. Idź swoją drogą'' Chris Gardner
Ostatnio w moim życiu zaszło trochę zmian, znaczących zmian. Przede wszystkim rozstałam się z moim partnerem, po siedmiu latach bycia w związku z nim. Zawsze myślałam, że to ten jedyny (czasami niestety dalej tak myślę), ale nie udało się. Moje dotychczasowe plany na przyszłość stały się przeszłością.
Mimo tego nieszczęścia, bo tak to mogę nazwać, nie zrezygnowałam z samorozwoju.
Wszystko się jednak dzieje tak szybko..., aż za szybko.
Z uporaniem się z negatywnymi emocjami dotyczącymi mojego związku pomaga mi EFT (ale jestem dopiero w połowie drogi) i kakao, które ostatnio namiętnie popijam (jest to surowe, ekologiczne kakao - nieprzetworzone). Zapisałam się też na upragnione tańce (w końcu), które kocham całym sercem!
Rozpoczęłam praktyki w szkole specjalnej, do której chodzę rano przed pracą. Mam więc niemal cały dzień zajęty (kiedyś poranek wykorzystywałam np. na naukę angielskiego). Szkoła specjalna jest dla mnie magicznym miejscem. Dzięki niej inaczej patrzę na rzeczywistość i inaczej postrzegam dzieci upośledzone. Naprawdę lubię tam przychodzić.
Oczywiście mam sporo nauki na uczelni (regularne kolokwia), zaczęłam też badania do mojej pracy magisterskiej (eksperymenty EEG).
Najbardziej zmotywowana jestem do nauki angielskiego (coraz poważniej myślę o wyjeździe do Anglii), który podoba mi się coraz bardziej i cieszę się, że nauka języka stała się moim hobby :-)
Na skrzypce poświęcam minimum swojego czasu niestety, ale nauczycielka ostatnio pochwaliła mnie (może dlatego, że byłam nieprzygotowana do lekcji grając na luzie z myślą ,,jak zagram tak zagram''), mówiąc, że jest coraz lepiej. Jej słowa bardzo mnie zmotywowały do działania, dlatego teraz staram się nie opuszczać ani jednego dnia ćwiczeń (chyba, że jestem poza domem).
Z medytacji nie jestem zadowolona. Tak trudno mi znaleźć 20 minut kompletnej ciszy (nie mieszkam sama), a mój rozpieszczony kot, zawsze wyczai moment mojego skupienia.
Ale i tak jestem z siebie dumna i bardzo pomaga mi wcielona niedawno w życie metoda ZTD. Ona naprawdę czyni cuda!
Marzę o chwili wytchnienia, a najbardziej brakuje mi czasu na czytanie książek.
poniedziałek, 19 listopada 2012
Moja droga do zdrowia
Od jakiegoś czasu interesuję się zdrowym odżywianiem, bo zdrowy styl życia to także część mojego samorozwoju. I właśnie jestem po przeczytaniu bardzo ciekawej książki pt. ,,Droga do zdrowia'' Tombaka.
Według autora zdrowie człowieka niszczy nieprawidłowe oddychanie, nieprawidłowe
jedzenie, nieprawidłowe picie, mało ruchu i brak
radości życia oraz negatywne emocje.
Ludzie spożywają zbyt dużo gotowanych posiłków, dużo białka zwierzęcego, co powoduje zatrucie organizmu toksynami i gnicie w układzie pokarmowym. Negatywny wpływ na układ trawienny ma także nieprawidłowe łączenie posiłków.Białka są trawione w żołądku 2-4 godziny,
,,Rak to zemsta natury za nieprawidłowo spożywane
posiłki''.
Ludzie lubią jeść, a organizm nie daje sobie rady z tą obfitością pożywienia,
którą musi przerobić.
Tombak zaleca powrót do prostego, naturalnego
pożywienia, nauki prawidłowego oddychania, ruchu, hartowania ciała wodą,
powietrzem i światłem słonecznym.
Namawia do oczyszczania ciała zarówno zewnętrznego, jaki i wewnętrznego.
Autor jest także przeciwnikiem leków farmaceutycznych. I ja także. Już dawno wszystkim cudownym tabletkom na bóle, przeziębienia powiedziałam NIE!
Za to żuję olej słonecznikowy (warto o tym poczytać), piję tran.
Autor jest także przeciwnikiem leków farmaceutycznych. I ja także. Już dawno wszystkim cudownym tabletkom na bóle, przeziębienia powiedziałam NIE!
Za to żuję olej słonecznikowy (warto o tym poczytać), piję tran.
Po tej lekturze zadałam sobie pytanie: a co z dietą Paleo, o której nie dawno pisałam na blogu? Przecież ona stawiała głównie na mięso?
Nie potrafię na nie odpowiedzieć.
Jedno jest jednak pewne, trzeba zachować umiar. Powróciłam więc do kasz (jaglanej i gryczanej) i ograniczyłam mięso, a za to zwiększyłam spożywanie warzyw. Jem zgodnie z zasadą diety rozdzielnej. Glutenu, mleka i cukru wciąż unikam. I czuję się dobrze. Choć czasami nie mam już pomysłów co właściwie jeść...
czwartek, 1 listopada 2012
Drzewko ambitnego celu
,,Połowa osiągnięcia celu, to jego prawidłowe wyznaczenie''. Zig Ziglar
Niedawno odbyłam szkolenie, na którym nauczyłam się tworzyć ,,drzewko ambitnego celu''. Bardzo mnie ono zainspirowało, ponieważ jest narzędziem ułatwiającym osiągnięcie wyznaczonego celu.
Polega na stworzeniu strategicznego planu, obejmującego etapy działania, przeszkody i sposoby ich pokonania. Jeśli mamy mniej niż 3 przeszkody, to cel nie jest celem ambitnym.
A więc najpierw definiuję cel, sporządzam listę przeszkód uniemożliwiających realizację tego celu i sporządzam listę celów pośrednich, czyli kroków, które trzeba poczynić, żeby zlikwidować te przeszkody.
Na początku wydawało mi się, że moim celem będzie dobra znajomość języka angielskiego. Ale prowadzący szkolenie uświadomił mnie, że sama ,,znajomość'' nie będzie dobrym celem i że szybko stracę motywację. Muszę uświadomić sobie przede wszystkim do czego potrzebny mi ten język, co dzięki niemu mogę fascynującego osiągnąć.
Poniżej wstawiam drzewko wykonane na szkoleniu. W następnym poście pojawi się drzewko z moim głównym celem.
DRZEWKO AMBITNEGO CELU
Niedawno odbyłam szkolenie, na którym nauczyłam się tworzyć ,,drzewko ambitnego celu''. Bardzo mnie ono zainspirowało, ponieważ jest narzędziem ułatwiającym osiągnięcie wyznaczonego celu.
Polega na stworzeniu strategicznego planu, obejmującego etapy działania, przeszkody i sposoby ich pokonania. Jeśli mamy mniej niż 3 przeszkody, to cel nie jest celem ambitnym.
A więc najpierw definiuję cel, sporządzam listę przeszkód uniemożliwiających realizację tego celu i sporządzam listę celów pośrednich, czyli kroków, które trzeba poczynić, żeby zlikwidować te przeszkody.
Na początku wydawało mi się, że moim celem będzie dobra znajomość języka angielskiego. Ale prowadzący szkolenie uświadomił mnie, że sama ,,znajomość'' nie będzie dobrym celem i że szybko stracę motywację. Muszę uświadomić sobie przede wszystkim do czego potrzebny mi ten język, co dzięki niemu mogę fascynującego osiągnąć.
Poniżej wstawiam drzewko wykonane na szkoleniu. W następnym poście pojawi się drzewko z moim głównym celem.
DRZEWKO AMBITNEGO CELU
BARDZO DOBRA
ZNAJOMOŚĆ JĘZYKA ANGIELSKIEGO (wrzesień 2013)
PRZESZKODY
|
CELE POŚREDNIE
|
DZIAŁANIA
|
Brak czasu
|
Znajduję czas
|
Świadomie zarządzam swoim czasem
|
Zmęczenie
|
Mam energię do nauki
|
Medytuję i relaksuję się.
|
Lenistwo
|
Jestem pełna zapału
|
Motywuję się na każdym kroku przeglądając drzewko
|
Brak systematyczności
|
Jestem systematyczna
|
Uczę się codziennie. W domu etutor, w drodze podcasty
|
Brak możliwości porozumiewania się w tym języku
|
Rozmawiam w języku angielskim
|
Zachęcam znajomych do rozmowy w
j. ang.
Przełamuję wstyd i strach.
|
Zbyt dużo obowiązków
|
Stosuję metodę ZTD
|
sobota, 6 października 2012
ZTD - czyli mój sposób na organizację
Prawie miesiąc zajęło mi zorganizowanie wszystkiego i powrót do codziennego, systematycznego rozwoju. Próbowałam różnych metod, ale wszystkie były w moim przypadku nieskuteczne.
W końcu się przemogłam i spróbowałam ZTD. W moim przypadku się sprawdziła.
Po raz pierwszy w historii udało mi się zrealizować przez tydzień wszystko co zaplanowałam.
A wystarczy tylko notes, który nosi się zawsze przy sobie - w moim przypadku mój ukochany telefon i opcja ,,to-do'' i zapisywanie wszystkich pomysłów, zadań jakie przyjdą mi do głowy.
Następnie przetwarzam je i wykonuje te zadania, których realizacja nie zajmie mi więcej niż 2 minuty.
Wyznaczam też priorytety, na których skupiam się w pierwszej kolejności.
W tym tygodniu były to skrzypce (w końcu udało mi się zagrać prawie perfekcyjnie koncert Bacha), język angielski (powtórki, podcasty) i nauka na uczelnię. Jutro chcę wprowadzić nawyk EFT, przynajmniej 5 - 10 minut dziennie. No i za jakiś czas medytację.
Staram się skupiać tylko na jednym zadaniu, choć jeszcze mam z tym problem.
Wspieram się też techniką Pomodoro (25 minut pracy i 5 minut przerwy).
ZTD to metoda, którą tak naprawdę dopiero wdrażam do mojego życia, a już dostrzegam jej pozytywne skutki i mogę ją szczerze polecić. Z resztą wypróbowanie nic nie kosztuje :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




